niedziela, 18 sierpnia 2013

Rodzinny sierpień - Dublin

Zaczęło mi się już trochę tęskno robić za domem - na szczęście sierpień mija pod znakiem wizyt rodzinnych. Na początku miesiąca na kilka dni przyjechała do mnie Dusia. 

Miałyśmy dość napięty grafik - w sobotę: Dublin w pół dnia (to trochę jak japońskie wycieczki, które zwiedzają Europę w 5 dni). Ale kilka najważniejszych kąsków udało nam się zobaczyć. Po sowitym śniadaniu (jajecznica, obowiązkowo!) przeszłyśmy się przez piękny St Stephen's Green - Zieleniec św. Stefana (czy też Szczepana) - park miejski w samym centrum Dublina, oraz ulicę Grafton - tłoczny deptak handlowy z milionem turystów, grajków, mimów oraz z najdroższymi w mieście sklepami. 

Grafton wychodzi na rozległy kampus Trinity College (Kolegium Trójcy Świętej), najstarszej uczelni w Irlandii, ufundowanej w 1592 roku przez brytyjską królową Elżbietę I. 


Po kampusie za niewielką opłatą oprowadzają tutejsi studenci, opowiadając zarówno o zamierzchłych dziejach uniwersytetu, jak i o współczesnych ploteczkach. Największą i najbardziej rozreklamowaną atrakcją Trinity jest jednak Księga z Kells - manuskrypt czterech ewangelii pochodzący z przełomu VIII i IX wieku. Ten bogato zdobiony wolumin ma równie bogatą historię - powstał prawdopodobnie na wyspie Iona u wybrzeży Szkocji, lecz nigdy nie został w pełni ukończony - ze względu na liczne najazdy wikingów został przeniesiony do opactwa w Kells, w Irlandii, gdzie została dodana część ornamentów. Jednakże Irlandia (a także opactwo w Kells) również były wielokrotnie plądrowane przez wikingów, tak że przetrwanie księgi graniczy niemal z cudem. Zwłaszcza, że w 1007 roku została ona podstępnie wykradziona z opactwa, a następnie odnaleziona - ale już bez cennej oprawy.


Księga zrobiła na nas spore wrażenie. Pomyśleć, że nigdy nie pofatygowałam się do Henrykowa, coby zobaczyć tamtejszą księgę (i pierwsze polskie zdanie). Trzeba to koniecznie przy najbliższej okazji nadrobić. 

Równie wielkie (a może nawet większe wrażenie) wywarła na nas sama biblioteka (tzw. "długi pokój").


Z rozrzewnieniem wspominałam godziny spędzone w naszych wrocławskich bibliotekach, ale ani Ossolineum, ani Biblioteka na Piasku, nie umywają się do wnętrz i kolekcji tej w Dublinie.


Będąc już w tak podniosłym nastroju, udałyśmy się do Katedry św. Patryka, jednej z dwóch (co niespotykane!) katedr w Dublinie (obie należą do anglikańskiego Kościoła Irlandii, co również jest ciekawostką w tym ultrakatolickim kraju). 


Katedra powstała w XII wieku tuż obok studni, z której - jak głosi legenda - wodę czerpał sam św. Patryk, gdy udzielał pierwszych w Irlandii chrztów. 

Po zwiedzaniu uniwersytetu i katedry uznałyśmy, że należy nam się też trochę rozrywki i poszłyśmy do Browaru Guinessa, gdzie nie tylko można dowiedzieć się wszystkiego o produkcji tego znanego stouta, ale również spróbować go - i to w barze z pięknym widokiem na Dublin. 

Wieczór zakończyłyśmy już w barze w sąsiedztwie, bez ekstrawagancji, bo następnego dnia czekała nas wczesna pobudka i wyprawa na zachód. 


4 komentarze:

  1. pięknie, tyle razy byłam w Dub, a tego cuda (biblioteki) nie widziałam! muszę zatem jechać jeszcze raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak nie byłaś! Musisz przyjechać koniecznie! Może z Juniorką?

      Usuń
  2. Piękne miasto, szczególnie Trinity- aż się chce postudiować coś jeszcze ;-)
    Dusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Ty dopiero skończyłaś kolejne studia przecież. Chociaż, wiedzy ponoć nigdy dosyć!

      Usuń