Minął już ponad miesiąc od początków mojej emigracji, czas najwyższy dokonać pierwszych pisemnych podsumowań.
Po pierwsze - pogoda. Jest niesamowita!
Przyjeżdżając tutaj nastawiałam się na to, że w tym roku lata już nie doświadczę. Ze słońcem i ciepłem pożegnałam się w czerwcu na Suwalszczyźnie, znając dublińską pogodę i z własnego doświadczenia (przy okazji poprzednich wizyt), i z opowieści (a raczej narzekań) znajomych. Otóż - zazwyczaj nie ma tu wyraźnych pór roku, 12 stopni i deszcz to norma zarówno w lipcu, jak i w listopadzie. A porywczy wiatr powoduje, że deszcz pada we wszystkie strony. Tak, od dołu do góry również.
Jednak teraz jest inaczej. Już od miesiąca temperatura utrzymuje się powyżej 20 stopni (nieraz sięgając niebotycznych 27). Wystarczy powiedzieć, że suma opadów w lipcu w Dublinie to - na chwilę obecną - 6.2 mm, w porównaniu do zeszłorocznych 98.3 mm. Nawet jeśli teraz, w ostatnim tygodniu, otworzy się niebo (a rzeczywiście zanosi się na opady), to raczej do wyniku z 2012 trudno będzie dobić. Także trwa narodowy karnawał dobrej pogody - wszyscy o tym mówią, wszyscy w poniedziałki przychodzą do pracy spaleni na piękny róż (tak, ja też), a młodzież dostaje małpiego rozumu, jak na poniższym filmie. To trochę jakby u nas dzieciaki w upały skakały z Mostu Grunwaldzkiego do Odry, brrr.
Dla mnie tymczasem każdy powrót do pracy to trochę święto - jadę wzdłuż kanału piękną cienistą aleją, oszałamiająco pachną lipy, a ludzie wypoczywają na brzegu lub na barkach przemienionych w restauracje. Czy tak wygląda Dublin?
Po drugie - mieszkanie. Ciągle jeszcze tymczasowe, na pierwsze trzy miesiące. Ale za to z klasą, w starym (aczkolwiek odnowionym) gregoriańskim domu, w centrum Dublina (przy okazji polecam nowe Mapy, jeśli ktoś jeszcze nie spróbował):
Portier, sprzątanie, podziemny garaż - wszystko to w pakiecie. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej - bo jak przejdę na własne utrzymanie, to na takie lokum z pewnością nie będę mogła sobie pozwolić. A człowiek, jak wiadomo, szybko przyzwyczaja się do luksusu.
Po trzecie - środek transportu. Z wielkim żalem zostawiłam we Wrocławiu moją Fokę (w dobrych rękach, ale jednak żal) - transport auta i przystosowanie do lewostronnego ruchu w żaden sposób mi się nie kalkulowało. Obecnie mieszkam jakieś dwa kilometry od biura, 20-25 minut marszu, niby nic, ale rano (zwłaszcza jak człowiek zaśpi), to było dość frustrujące. Starałam się na początku korzystać z sieci rowerów miejskich (wzorem niektórych znajomych z Wrocławia), ale akurat w okolicy pracy jest krucho ze stacjami, więc kombinowałam - trochę jazdy, trochę marszu.
Szybko postanowiłam więc nabyć rower - nic wymyślnego i nic drogiego (ponoć kradną), coś w sam raz na dojazdy. Znajoma z pracy poleciła mi fundację Rothar, która w ramach wolontariatu przywraca stare rowery lokalnej społeczności. A przy okazji tworzy szanse pracy dla młodzieży z tzw. marginesu. Zatem połączyłam przyjemne z pożytecznym i udałam się do warsztatu na obrzeżach miasta. Tam spośród całego morza starych, zardzewiałych ram wyłowiłam tę, która wydała mi się słuszna, a po tygodniu mogłam odebrać skręcony rower:
Jeździ, ma hamulce, koszyk i nawet kilka przerzutek (piszę kilka, bo trudno określić ile dokładnie). Światła dokupiłam. I jest damką! Pierwszy raz od lat mogę spokojnie wsiąść na rower w sukience.
Z mniej ekscytujących (a jednak ważnych) rzeczy: zarejestrowałam się w urzędzie podatkowym, zdobyłam ichniejszy PESEL, założyłam konto w banku, a nawet zapisałam się na basen (co prawda u nas w biurze właśnie otworzyli 25-metrowy basen, ale jakoś nie pałam chęcią oglądania swoich współpracowników w kąpielówkach...). Dublińskie życie rozpoczęte.




Paquita - widzę, że cudownie Cię powitała Zielona Wyspa! A przed Tobą jeszczy takei cuda jak np. County Mayo! Rower wygląda solidnie a droga do pracy...no cóż, aż chce się pracować :) Najbardziej zazdroszcze jednak serwisu sprzątającego - luxus :p
OdpowiedzUsuńPaula!
OdpowiedzUsuńTa super pogoda to może z okazji Royal Baby była, podobno prawie cały świat oszalał na jego punkcie to może i Irlandia ( o dziwo) i jej pogoda też?
Rowerek fajny ale coś nic nie wspominasz o kasku, a to b. przydatny gadżet - zwiększa bezpieczeństwo (głowy przede wszystkim a Ty głową przecież pracujesz), a swoją drogą jak rowerzystów traktują irlandcy kierowcy?
A nawet jak irlandcy kierowcy są OK to tam pewnie na drogach jest dużo polskich kierowców z ich polskimi zwyczajami ... więc kask moim zdaniem wskazany ( przy okazji codzienne wymodeluje Tobie jakąś niepowtarzalną fryzurę).
pozdrawiam
wujo Adam z Katowic
Przyznaję, że kasku nie nabyłam. Argument o pracy głową już raz zadziałał (przy podjęciu decyzji o wymianie Feli na Fokę), więc może i zadziała teraz. Na razie mam ścieżkę rowerową spod domu do pracy, więc polskimi kierowcami się nie przejmuję. Pozdrawiam!
Usuń